środa, 3 sierpnia 2016

Malta, cz I - komunikacja miejska

 Trzy dni temu wróciłam z uroczej Malty i przywiozłam ze sobą na pamiątkę katar, kaszel, chrypę i bolące gardło. W związku z faktem siedzenia w mieszkaniu, jako kołdrowe burrito, postanowiłam napisać kilka rzeczy o tej cudownej, śródziemnomorskiej wyspie.            

Na pierwszy ogień kilka słów o komunikacji miejskiej. Jeżeli narzekacie na tą w Polsce, to przestańcie ^^ Dane było mi jeździć środkami transportu publicznego w NYC, Tokio, Trójmieście, Krakowie i kilku innych Polskich miastach. Na Malcie wygląda to tak, że autobus może w ogóle nie przyjechać (co mnie spotkało), przyjechać duuuużo wcześniej (na przykład 10 min przed czasem i tylko widzisz jak się oddala od twojego przystanku) czy w ogóle jechać inaczej niż na rozkładzie – i tu przytoczę przypadek linii numer 3, która jedzie do Kalklary a jak się potem okazuje, do Valletty też nią dojedziemy bez konieczności przesiadki. A według rozkładu kończy swój bieg właśnie w Kalkarze…
Co do tras… Nie zdziwcie się, że miejsce przyjechaliście jedną trasą, a wracając autobusem o tym samym numerze, jedziecie całkowicie inaczej. Jest to związane z dużą ilością uliczek jednokierunkowych, dodatkowo niektóre ulice są tak wąskie, że nie mieszczą się na nich dwa pojazdy jadące w przeciwnych kierunkach. Autobusy zatrzymują się tylko na przystankach gdzie czekają ludzie i machają do kierowcy, że to właśnie na ten pojazd czekają (stoisz na przystanku, nie pomachasz, to autobus się po prostu nie zatrzyma) bądź jadać nim, musisz kliknąć przycisk STOP (jeżeli ktoś już to zrobił to z przodu autobusu zaświeci się znak STOP). Na wyświetlaczu z przodu pojazdu zawsze wyświetlany jest kierunek, w jakim zmierzamy oraz kolejny przystanek (dodatkowo słyszymy to również w głośnikach). Często zdarza się tak, że pomimo tego, że autobus już odjechał z przystanku, ale kierowca zauważył w lusterku, że ktoś jeszcze biegnie, to po prostu zatrzyma się 20 metrów dalej i wpuści spóźnionego pasażera.
 Trasy spokojnie możemy sprawdzić przez aplikację pobraną z oficjalnej strony https://www.publictransport.com.mt/ (możemy również ściągnąć mapę wszystkich tras) ale o wiele prostszą opcją jest używanie gogle maps bo jest to o wiele dokładniejsze i szybsze w użyciu.
               Kierowcy są ogólnie bardzo mili i pomocni, zawsze podpowiedzą jak dojechać w dane miejsce, gdzie się przesiąść, a jak zauważą, że nie wysiadacie na odpowiednim przystanku, to krzykną do Was w przypomnieniem. Aczkolwiek czekając w Sieggiewi na przystanku początkowym, zrozumiałam, dlaczego autobusy jeżdżą tu jak chcą. Na ulicy stał autobus, którym miałam zamiar jechać, jednak silnik nie był włączony a kierowca stał sobie obok ze swoim kolegą. Pojazd miał odjeżdżać o 15.56 jednak o 16.01 dalej stał w miejscu. Podeszłam do kierowców i zapytałam się, czy któryś z nich będzie prowadził tez autobus. Jeden przytaknął, na co zapytałam, kiedy odjeżdża i usłyszałam, że już. Od tego „już” minęło kolejne 5 min także sumując te czasy, mieliśmy 10 min spóźnienia. Ale kto by się tym przejmował…
                Bilet jednorazowy (ważny 2 godziny) to koszt 2 euro. Przy częstotliwości podróży, jakie ja odbywałam, bardziej opłacało mi się kupić kartę Explore, która kosztuje 21 euro i jest ważna 7 dni od pierwszego skasowania. Kasowanie polega na przyłożeniu biletu do czytnika i poczekaniu na „bipnięcie” J
                A na koniec rzecz, dzięki której siedzę teraz pod kołdrą i z nienajlepszym samopoczuciem – klimatyzacja. Wyobraźcie sobie, że na dworze macie 40 stopni, potem wsiadacie do autobusu i nagle jest 20 stopni. I takie zmiany temperatur, co najmniej dwa razy dziennie przez tydzień i przeziębienie murowane.

Zdjęcie ogólnie z Malty bo jakoś nie wpadłam na pomysł cykania fotek autobusom ^^







2 komentarze: